
W sercu, a także w kredensie mojej mamy Julia zajmowała szczególne miejsce. Zawsze wypolerowana na wysoki połysk, przez wiele lat wzbudzała zachwyt, który z czasem zaczął przygasać. To rzewne wspomnienie, a także ceny aukcyjne przyspieszające bicie serca zagnały mnie na strych, by poszukać jej w kłębach kurzu.
Niejednokrotnie zdarzyło mi się usłyszeć, gdy sięgałam do kredensu po talerzyk: „Zostaw, ten jest dla gości!”. Nasza kryształowa zastawa wzięła nazwę od Huty Szkła Kryształowego „Julia” w Piechowicach na Dolnym Śląsku, w której powstała. To mały zakład, który od ok. 160 lat wytwarza produkty ze szkła kryształowego i który postanowiłam odwiedzić, by poznać ten proces i historię tego miejsca. Mogłam tam podejrzeć całą drogę, jaką musiała przejść nasza Julia – od rysunków, poprzez papierowe modele, aż do samego wydmuchiwania i zdobienia. Największe wrażenie wywarły na mnie nowatorskie projekty Aleksandra Puchały i jego wazony w kształcie walców, ale z odważnym głębokim szlifem, mocnym w swym charakterze, przywołującym na myśl pejzaż otaczających gór. Aleksander Puchała z wykształcenia był architektem wnętrz i niewątpliwie ten fakt oraz surowość otaczającej go przyrody wpłynęły na jego sposób projektowania.
Wróciłam z sentymentalnej wycieczki do Piechowic bogatsza w wiedzę o polskim dizajnie, a nasza Julia, którą na szczęście udało mi się odnaleźć na strychu w nienaruszonym stanie – wystarczyło tylko trochę potrzeć szmatką, by pomóc jej odzyskać dawny blask – znów zajęła zasłużone miejsce w dużym pokoju.
Na łamach magazynu „W Podróż” gościliśmy pana Bartosza Browarnego, prezesa Fundacji Tradycji Sudeckich, który opowiadał o historii szkła karkonoskiego i Huty Szkła Kryształowego „Julia”, a także o procesie powstawania szklanych dzieł sztuki. Zapraszamy do lektury.

