
Nie myli się ten, kto nic nie robi. To zdanie powtarzam sobie za każdym razem, gdy przegapię jakiś błąd, choć serce bije mi wtedy mocniej, a policzki płoną ze wstydu. Czy jest się czego wstydzić? No czasem jest.
Boję się pająków, wind i podejrzanie wyglądających mostków nad rwącym potokiem. Strach budzi we mnie jeszcze wizja, w której jestem bohaterką programu „Milionerzy”, Hubert Urbański zadaje mi pytanie odnoszące się do poprawnej polszczyzny, a ja mam w głowie wielką pustkę. I chcę się zapaść pod stół, ale cała Polska patrzy, jak się wykładam na czymś, na czym powinnam choć trochę się znać. A jednak często się nie znam. Czas na spowiedź (bez kamer!).
Dzieci – dziećmi, śmieci – …
Ja wychodziłam ze śmiećmi, nigdy ze śmieciami. Dalej z trudem używam tej poprawnej formy, a kiedyś napisałam nawet do Poradni Językowej w tej sprawie, bo nie mogłam uwierzyć, że całe życie mówiłam źle. Zaciekawionych, co mi odpisała Katarzyna Kłosińska, odsyłam na stronę: Dzieci_smieci. I dalej nie mogę pojąć, że narzędnik od słowa „koń” to końmi, a od słowa „słoń” – słoniami. Może to się kiedyś zmieni. Dla bezpieczeństwo chodzę wyrzucić śmieci. Można jeszcze wynosić śmiecie, to też poprawne (a i słuszne!). Nie mogę jednak tłumaczyć naszego „śmiećmi” rodzinnym kodem, po prostu mówiliśmy z błędem i tyle.
Tak samo było w wypadku „ciufci”. „Że co? Ty jesteś korektorką i mówisz »ciufcia«?” – usłyszałam kiedyś. To było kilka lat temu, kiedy pracowałam w tym zawodzie, i od tego czasu bardzo się pilnuję, by mówić „ciuchcia”, choć moja wersja podobała mi się bardziej. Nauczyłam się też wtedy, że oprzeć to ja się mogę o ścianę, a nie o dokumenty czy pisma. I że „w każdym bądź razie” to błąd, bo mówimy „bądź co bądź” albo „w każdym razie”. No i nie ma żadnego „i” we „wszem wobec” (a przecież zawsze było). Więcej grzechów nie pamiętam? Oczywiście, że pamiętam. Na szczęście w „Szpuntach” założyliśmy, że będziemy pisać krótkie teksty.

