Wyobraź sobie, że jesteś w sklepie, masz oczywiście przygotowaną wcześniej listę i dwie ulubione lniane torby, bo to miały być małe zakupy, ale nagle dzwoni ktoś z rodziny, żeby kupić jeszcze to i tamto. Myślisz: „Gdzie ja to teraz zapakuję?”.

Albo że udało Ci się kupić w atrakcyjnej cenie plakat swojej ulubionej ilustratorki. Wracasz do domu również z ramką, ale okazuje się, że passe-partout jest za małe i wokół plakatu zostaje niezbyt estetycznie wyglądające puste miejsce.

I podobnie układanka się sypie, kiedy do złożonej strony magazynu, raportu czy albumu pojawiają się poprawki polegające na dodaniu lub usunięciu większej partii tekstów. Zdjęcie nie zawsze da się powiększyć, bo ogranicza nas liczba i szerokość szpalt, wielkości fontu nie zmienimy, bo ustalona makieta publikacji na to nie pozwala, a w przypadku odwrotnym pojawia się puste miejsce i kolejny wyimek czy ramka nie rozwiążą problemu. Praca od nowa. A kto lubi wykonywać to samo zadanie dwa razy. Ale jest na to sposób – akceptacja pliku WORD przed składem.

Dzięki niej osoby odpowiedzialne za tekst: redaktor naczelny pisma i autor mogą sprawdzić:

– czy po redakcji nie pojawił się w nim jakiś skrót myślowy,

– czy to, co miało wybrzmieć, zostało zachowane,

– jak również, czy np. tytuł – jego wizytówka – daje odpowiednie rzeczy słowo.

To również okazja, by autor spojrzał na to, co napisał, z dystansu, i kluczowy moment, by kolejne etapy pracy nad publikacją szły sprawniej. Nie sposób uniknąć zmian, ale możemy je zminimalizować. Taki prawie zero waste czasu, bo owszem papier przyjmie wszystko, format go jednak ogranicza.