„Ziemniaczki zostaw, ale mięsko zjedz!” Jako dziecko byłam Tadkiem-Niejadkiem o wybitnym talencie do kręcenia nosem na wszystko, co jadalne, takim, które „nie, dziękuję” mówiło, jeszcze zanim mama zdążyła nałożyć obiad. Schabowy? Ziemniaki? Surówka? Wszystko było podejrzane. Mama wzdychała cierpliwie nad tym trudnym przypadkiem, opornym na żywienie, a ojciec spoglądał na mnie z zafrasowana miną.

I właśnie w tym stanie głębokiej ojcowskiej zadumy podczas przechodzenia obok Cepelii wydarzył się moment przełomowy. Półki pełne kolorowej ceramiki, wzory jak z innego świata i nagłe olśnienie: „A gdyby tak schabowy miał lepszą scenografię?”, i tak w naszym domu pojawił się barwny talerz zwany pikasiakiem, a schabowy przestał być już dla mnie tylko schabowym. Odtąd ojciec spoglądał na mnie przy stole z dumną miną człowieka, który nie kupił ceramiki, tylko rozwiązanie problemu wychowawczego.

Dzisiaj pikasiak spogląda na nas z kuchennej ściany z tą swoją barwną, lekko zadziorną powagą, jakby pilnował porządku wśród filiżanek i niedzielnych wspomnień. Ja natomiast postanowiłam się nieco wyedukować w jego temacie (zdecydowanie skuteczniej niż w sztuce smażenia schabowego).

Wiem już, że polskie pikasiaki to potoczna nazwa barwnych talerzy i naczyń ceramicznych produkowanych głównie w latach 60. i 70. XX w. we Włocławku. Najprawdopodobniej pochodzi od nazwiska Pabla Picassa. Kolorowe, odważne dekoracje, asymetryczne twarze, abstrakcyjne wzory i ekspresyjne linie przypominają styl hiszpańskiego artysty. W Polsce inspiracje jego twórczością przeniknęły do ceramiki artystycznej, szczególnie do Zakładów Fajansu we Włocławku. Powstawały tam dekoracyjne, ręcznie malowane talerze sygnowane nazwiskami znanych malarek, np. Elżbiety Piwek-Białoborskiej. Charakterystyczne dla pikasiaków są intensywne kolory: kobalt, pomarańcz, żółć i zieleń. Były one ręcznie malowane, dzięki czemu każdy egzemplarz jest niepowtarzalny.

Nasz pikasiak także jest dla nas wyjątkowy, bo to barwny świadek naszej rodzinnej historii, który przetrwał dłużej niż niejedno niedzielne postanowienie: „od jutra dieta!”.

Fot. Małgorzata Dyki-Buczek. Pikasiaki pochodzą z kolekcji rodzinnej. Należały do babci Małgorzaty Dyki-Buczek – Ireny Dyki.