Jestem dzieckiem podwórkowym. W latach mojego dzieciństwa nie było telefonów i internetu, był za to trzepak i huśtawki bez atestów. Poobijane kolana i pobite gary. Te ostatnie przerywały zabawę, dzięki tym garom pilnowaliśmy porządku i zasad. Skąd się jednak wzięły?

W Tychach, moim rodzinnym mieście, nazwy osiedli to litery alfabetu. Osiedle K grało w puchy. Na placu zabaw kładło się piłkę, ktoś ją wykopywał jak najdalej, a w czasie, kiedy osoba wyznaczona jako szukający biegła po nią co sił, my chowaliśmy się po piaskownicach, za drzewami i w krzakach. Potem było czekanie. No chyba że ktoś złamał zasady, wtedy napinały się nam struny, a z dziecięcych gardeł wydobywało się głośne: pobite gary, pooobite gary! Nikt się z nas wtedy nie zastanawiał, skąd taki zwrot i jaki w nim sens. Zresztą dla nas jego sens był oczywisty.

Archiwum X

Okazuje się, że nie wszystko da się wyjaśnić i nawet Poradnia Językowa PWN, która mierzy się z wieloma zagadkami, tej nie zdołała rozwikłać. Krystyna Kłosińska złożyła broń, ale z nadzieją, że któryś z czytelników będzie coś jednak wiedział. I ktoś na ten apel odpowiedział, a konkretnie pani Grażyna Olszaniec, która napisała, że nasze podwórkowe wyrażenie może pochodzić od francuskiego zwrotu payer les pots cassés, który oznacza branie odpowiedzialności za fakty, na które często nie ma się wpływu. Jest to jakieś wytłumaczenie, choć pewności nie ma. Skąd francuski na moim tyskim podwórku? W świecie bez croissantów i chrupiących bagietek? Nie mam pojęcia, za to czasem jest ochota, zwłaszcza gdy się obserwuje, co się dzieje w Polsce i na świecie, by wykrzyczeć wniebogłosy: pobite gary, pooobite gary!